sobota, 26 października 2013

Część trzecia

Minęło kilka spokojnych dni. A mianowicie dwa tygodnie. Pogodziłam się z Pauliną. Nie przyszło mi to łatwo, ponieważ dalej uważam, że mnie zdradziła. I to dość boleśnie. Mama uważa, że za mocno to przeżywam. Przecież nie mogę całe życie być zła na sport tylko i wyłącznie za to, że mój brat zginął w wypadku jadąc na mecz. Byłam trochę na nią wściekła, ale zrozumiałam swoje zachowanie. Może to dlatego uległam Paulinie i ku jej radości zgodziłam się pojechać z niąa do Bełchatowa na pierwszy mecz PlusLigi. W co ja się wpakowałam?! No heloł. Z Aleksem gadałam każdego dnia i to po kilka godzin. Zaprzyjaźniliśmy się. Zaprosiłam go na mecz Wisły. Przyjechał do mnie specjalnie z Bełchatowa. Mieszka tam od jakiegoś czasu.
Staliśmy przed ladą w sklepie kibica. Alek nie mógł się zdecydować jaką powinen wybrać koszulkę. Popatrzyłam na niego z wyrzutem, ale on bezczelnie się zaśmiał.
-Weź tą. - wskazałam palcem. - A do tego szalik z Wiernością.
Popatrzył na mnie pytająco, a ja pokiwałam na zachęte głową. Podszedł bliżej, ale nie za blisko i uprzejmie poprosił o to, co mu wybrałam. Z uśmiechem wyszliśmy ze sklepu. Stanęliśmy przed bramkami trybuny północnej. Poprosiłam, żeby rozpakował koszulkę.
-I co mam z nią zrobić? - zapytał.
-Ubrać? - tym razem to ja zadałam mu pytanie.
Z racji, że było trochę zimno, ubrał ją na dres tak jak ja. Szalik owinęłam mu wokół szyi. Uśmiechnęłam się do niego i zachęciłam do wejścia na stadion. Było jeszcze sporo czasu, ale chciałam zając dobre miejsca. Oczywiście nie przyszłam sobie tu posiedzieć, tylko pokibicować, ale trzeba też mieć dobry widok na bramkę swoją i przeciwnika. Na telebimie nie jest tak samo. I w telewizji również. Trzeba to przeżyć na własnej skórze. Przyłożyłam kartę do czytnika i przeszłam przez bramkę. Podeszłam do jednek z pań i odwróciłam się do niej tyłem rozkłądając ręce i nogi. Obok mnie pojawił się Alek. Jeden z panów zaczął go sprawdzać. Podziękowali nam i weszliśmy do środka. Ludzie powoli zaczęli się zbierać.
-Zadzwonie do Pauliny. - powiedziałam do Serba.
-Ok. - odpowiedział z uśmiechem.
Odeszłam trochę dalej i wybrałam numer. Czekałam kilka sygnałów, aż księżniczka Paulina raczy odebrać swój telefon. W końcu po to go ma.
-No hej! - powiedziałam radośnie. - Gdzie jesteś?
-Aguś, nie dam rady przyjść. Mam gorączke. - powiedziała i dla lepszego efektu kichnęła do słuchawki.
-Wierze ci. - powiedziałam trochę smutna. - Szkoda. Zapowiadał się ciekawy mecz.
-Bardzo cię przepraszam, ale wiesz jak jest.
-Innym razem.
-Pa!
Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni. Obok mnie pojawił się mój dzisiejszy towarzysz. W ręce trzymał dwa kubki z colą.
-Dla ciebie. - powiedział uśmiechnięty.
-Dziękuje. - odberałam swój kubeczek. - Wchodzimy?
-Pewnie.
Podeszliśmy do chłopaków stojących w drzwiach. Pogrzebałam trochę w kieszeniach i wrzuciłam 20 złotych. Alek popatrzył na mnie pytająco i kiedy trochę odeszliśmy to wytłumaczyłam mu, że to na oprawy. Promiennie się uśmiechnął. Wyszliśmy po schodach i moim oczom ukazała się idealnie równa murawa stadionu, na którym się wychowałam. Rok na to czekałam. Aby znowu poczuć te emocje, tą radość kibiców. Aleks miał oczy wielkości pięcio złotówek. Wiedziałam, że bardzo mu się to spodobało.
-Witaj w moim świecie. - powiedziałam z uśmiechem.
Obdarzył mnie tym samym. Wybraliśmy miejsce kierując się widokiem i przygotowywaliśmy się do meczu. Opowiedziałam mu w wielkim skrócie o moich pierwszych meczach. No tak niby skrót, a nawijałam z dobre 15 minut. Przerywałam oczywiście na napicie się. Widać było, że chłopakowi bardzo się to podoba. Po chwili zobaczyłam w wejściu Konstantina i bardzo się tym widokiem zdziwiłam. POpatrzyłam pytająco na Alka.
-Nie chciał zostać sam w hotelu. - powiedział ze skwaszoną miną.
Zaśmiałam się dość głośno.
-Nic nie szkodzi. Im nas więcej tym weselej. - skomentowałam.
W tym czasie Kostek zorientował się gdzie siedzimy i do nas pomachał. On też przyjechał z nim z Bełchatowa? Na to wyglądało. Przyjaciele w każdym calu.
-Witam. - powiedział Kostek i pocałował mnie w policzek.
-Cześć. - uśmiechnęłam się.
Usiadł pomiędzy nami wypychając Alka na miejsce obok. Rozłożył się wygodnie o ile to było możliwe.
-O masz cole. - powiedział do przyjaciela.
Upił mi dość sporo. Aleks nie był z tego powodu dość zadowolony. I w tym momęcie zaczęły się gwizdy. Popatrzyłam na boisko. Drużyna przeciwna rozpoczynąła rozgrzewkę. Wstałam i zaczęłam gwizdać razem z resztą krakowskich kibiców. Chłopaki zrobili bardzo szybko to samo co ja. I zaczęło się śpiewanie przyśpiewek. Obaj Serbowie stali jak wryci, kiedy ja śpiewałam i czasami ostro zaklnęłam. Cupko się tym nie przejmował, tylko dalej popijał alkową cole. I zaczął się mecz. Trybuny C prawie zapełnione do ostatniego miejsca. Skakałam, śpiewałam i darłam się do upadłego. Pod koniec pierwszej połowy dołączyli się także moi towarzysze i zaczęli podśpiewywać pod nosem. Cupko nawet zaczął się drzeć mówiąc coś po Serbsku. Moim zdaniem chodziło mu o sędziego, który moim i jego pewnie zdaniem też, nie powinien podyktować rzutu wolnego. Na przerwie Cupko musiał polecieć do łazienki. Pewnie to zasługa tej coli wypitej Aleksowi. Serb przesiadł się na krzesełko obok mnie.
-Przepraszam za niego. - powiedział widocznie skruszony.
-Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się. - Nawet miły jest.
-Szalony. - zasmiał się. - Ale i tak go lubie.
-Nie dziwie się. - popatrzyłam na niego. - I jak ci się podoba?
-Jest genialnie. Lepiej niż na meczach s... - przerwał.
-Na meczach...? - zachęciłam go do dokończenia myśli.
-Na innych meczach chciałem powiedzieć. - poprawił się nerwowo na krzesełku.
Popatrzyłam na murawę. Zaczynały się jakieś konkursy. Kilka minut później wrócił Cupko cały zdyszany.
-Potwory cię goniły? - zapytał Alek.
-Gorzej. - powiedział i usiadł. - Zgubiłem się.
Zaśmiałam się z niego cicho. Biedny Kostek.
-To bardzo poważna rzecz. - powiedział do mnie.
-BArdzo. - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
No i zaczęła się druga połowa. Jeszcze więcej emocji, skakania, śpiewania i dopingowania Wiślaków. A na koniec po raz drugi odśpiewany hymn i kilka razy "Tak się bawią ludzie...". Mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla nas oczywiście. Z uśmiechem na ustach opuszczaliśmy stadion. Cupko podśpiewywał sobie jedną z przyśpiewek.
-Co ci tak wesoło? - zapytałam chłopaka.
-Bo bardzo fajnie się bawiłem. - odpowiedział.
Uśmiechnęłam się i ruszyłam przed siebie. Ta część krakowa była zalana ludźmi ubranymi na czerwono. Aż mi się ciepło na serduchu robiło. Tyle ludzi zjednoczonych ze sobą dzięki piłce i dwóm bramkom.
-Zjemy coś? - zaproponował nagle Alek.
-PEwnie. - powiedział Kostek. - Ja stawiam.
Uśmiechnęłam się do nich promiennie. Oni to dopiero mieli pomysły.

___
Przepraszam, że nie dodawałam, ale miałam dużo nauki. Mam nadzieję, że się podoba. I od razu mówię, że nie wiem kiedy dodam następny. Na drugim blogu postaram się dodać w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam :P


wtorek, 15 października 2013

Część Druga

Wróciłam do domu koło 21. Pałętałam się po mieście i całkiem przypadkiem znalałam się obok stadionu Cracovi. Znienawidzony klub przez Wiślaków i wróg numer jeden na mojej liście. A może siatkówka? Nie zastanawiałam się nad tym. Co jest gorsze mojego sercu. Siatkówka, która odebrała mi brata, czy tak bardzo znienawidzony klub. Mam roztrzygnięcie. Remis. Obie propozycje będą moim wrogiem numer jeden. Ale wracając do rzeczywistości weszłam do domu, zamknęłam go na klucz. Po chwili tata pojawił się w korytarzu.
-Cześć Aguś. - powiedział z wyraźną ulgą.
-To tylko ja. - powiedziałam zdejmując buty.
-Nie przyzwyczaiłem się jeszcze, że ktoś wraca do domu o tej porze.
Cicho się zaśmiałam i lekko ucałowałam tatę w policzek. Uśmiechnął się do mnie i pożyczył miłej nocy. Odwzajemniłam życzenia i udałąm sie do łazienki, gdzie wzięłam długi i gorący prysznic, a następnie wróciłam do pokoju. Usiadłam do komputera i sprawdziłam Fejsa. Kilka zaproszeń do gier, które doprowadziły mnie do istnego szaleństwa, zaproszenie do grona znajomych od koleżanki jeszcze z Anglii i nowa wiadomość od Pauliny. Nie chciałam jej czytać, ale nie mogłam się przecież obrażać do końca świata. Wzięłam głęboki oddech i włączyłam wiadomość:
"Aguś, bardzo cię przepraszam. Wiem, że nie powinnam była iść na ten mecz, ale dobrze wiesz, że od pewnego czasu to jest moja pasja. Nie chcę tego zmieniać. Jest ona dla mnie tak ważna jak Wisła dla ciebie... Paulina."Pierwsze co pomyślałam to to, że obraziła Wisłę. Jak mogła ją porównać do tej badziewnej gry. Byłam wściekła, ale bardzo dobrze wiedziałam, że jeśli naprawdę ta cholerna siatkówka jest dla niej taka ważna to jest gotowa oddać za nią życie. Wzięłam głęboki oddech. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Tak bardzo chciałam mieć przy sobie Pawła, żeby było jak w dzieciństwie. Oboje udalibyśmy się na mecz i wszystko było by w porządku. Zamknęłam klapkę od laptopa i położyłam się na łóżku. Spojrzałam w stronę nocnej szafki koło łóżka. Stała na niej fotografia. Moja i Pawła.
-Paweł, daj mi siły. - powiedziałam bardzo cicho.
Wzięłam fotografię do ręki i mocno się do niej przytuliłam. To głupie, ale czułam jakbym przytulała się do samego brata. Zawsze tak robiłam kiedy było mi źle. A ostatio było tak często...
Zasnęłam sama nie wiem nawet kiedy. Otworzyłam zaspane oczy i spojrzałam na zegarek. Było koło godziny ósmej. Spojrzałam na zdjęcie, które miałam przy sobie zeszłej nocy i promiennie uśmiechnęłam się do Pawła. Patrzył na mnie tymi swoimi cudownymi zielonymi oczami pełnymi miłości. Odłożyłam zdjęcie i udałam się do łazienki. Wcześniej zgarnęłam ubrania. Wzięłam szybki prysznic, aby lepiej mi się myślało. Ubrałam się, uczesałam się i weszłam do kuchni.
-Siemka. - powiedziałam do mamy.
Ucałowałam ją lekko w policzek i podeszłam do łazienki.
-Jak tam? - zapytała mama.
-Dobrze.
Znalazłam jakiś jogurt i udałam się do szafki po łyżeczkę po czym usiadłam do stołu. Zaczęłam się zajadać.
-Jakieś plany na dzisiaj? - rodzicielka odwróciła się w moją stronę.
Przeanalizowałam cały mój plan dnia.
-Właściwie to nie. - powiedziałam z uśmiechem. - Trzeba w czymś pomóc?
-Mam dla ciebie zadanie bojowe. - zaśmiała się.
-W takim razie do usług...
Mama wysłała mnie do ciotki zanieść jej przepis. Właściwie to byłam bardzo ciekawa dlaczego nie napisała jej tego przez maila - bo ciotka jest bardzo nowoczesna - albo nie zadzwoniła do niej. Wreszcie doszłam do mieszkania mojej ciotki Celiny. I zaczęło się jak to ja urosłam i zmieniłam się przez ten rok. Kiedy wychodziłam zauważyłam zjęcie na lutrze. Przedstawiało ono Pawła. Boże. Nawet ona o nim pamiętała. Uśmiechnęłam się i upuściłam mieszkanie. Przechodziłam obok tego samego parku co dzień wcześniej. Zauważyłam Aleksa. Postanowiłam do niego podejść.
-Przypadek? - zapytałam.
Chłopak odwrócił się w moją stronę. Obdażył mnie promiennym uśmiechem.
-Raczej nie. - zaśmiał się.
-Czyli mnie śledzisz. - popatrzyłam na niego.
Zaśmiał się wesło.
-Jak mówiłem jestem tu na wycieczce z kolegami. Z pracy.
-Rozumiem.
-Pójdziemy na kawę? - zapytał nagle.
Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. Dlaczego miałby mnie zapraszać na kawę. Ale kiedy tak patrzył na mnie swoimi zielonymi oczami, coś we mnie pękło. Przypomniałam sobie oczy brata. Były prawie identyczne. Tyle, że Pawła miały intenswymiejszy odcień zieleni. Zgodziłam się. Uległam na całej lini. Wybraliśmy się do pobliskiej kawiarni i zamówiliśmy kawę. Miło się nam rozmawiało i czegoś się o sobie dowiedzieliśmy. Aleks był Serber, ale dowiedziałam się o tym dnia wcześniejszego. Po za tym chłopak, który do nas wczoraj podszedł jest jego najlepszym kumplem. Konstantin. Tak, ale mówią na niego Cupko. Kiedy usłyszałam jego przezwisko cicho się zaśmiałam. Byłam ciekawa dlaczego. Alek wszystko mi wyjaśnił. Pochodziło od jego nazwiska. Cupkovic. No i wszystko jasne. Przyjechali tu do pracy. Oczywiście nie do Krakowa, ale są tutaj na wycieczce, aby zapoznać się trochę z krajem. No a potem przyszła kolej na mnie.
-No to jestem Aga. Ale to pewnie już wiesz. Mieszkam tu w Krakowie od urodzenia. Pracowałam przez rok w Londynie, a raczej byłam na praktykach. Firma sportowa.
Alek słuchał mnie bardzo uważnie i co jakiś czas wtrącał pytanie.
-Ulubiony sport? - zapytał na koniec mojego wykładu.
-Piłka nożna.
-A siatkówka?
Nie no on też! Miałam ochotę mu wylać kawę na głowę. Ale powstrzymałam się. Czułam w tym momęcie obecność Pawła przy mnie. Wierzyłam, że to on nie pozwolił mi zrobić czegoś głupiego.
-Nie nawidzę jej. - powiedziałam i unikałam wzroku chłopaka.
-Dlaczego? - spojrzałam na niego. - Jeśli można wiedzieć.
Opowiedziałam mu całą historię. Czułam, że łzy zaczynają mi napływać do oczu. Po raz kolejny wyżalałam się kolejnej osobie. Byłam niepozbierana. Oddałabym wszystko żeby chociaż usłyszeć Pawła. Nie pamiętałam nawet jego głosu. Ale wiedziałam, że był najładniejszy na świecie. Alek patrzył na mnie z niedowierzaniem. Kiedy skończyłam popatrzyłam na niego.
-Przepraszam. - powiedziałam skruszona.
Chłopak uważnie mi się przyglądał.
-Nie masz za co. - powiedział z lekkim uśmiechem.
Wymieniliśmy się numerami. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale w tamtej chwili oddałabym wszystko chociaż za trochę współczucia nawet ze strony zupełnie obcej mi osoby.
  ____
I oto druga część. Mam nadzieję, że się podoba :D Pozdrawiam :D

niedziela, 13 października 2013

Część Pierwsza

To samo miejsce co rok temu, ale jednak inne. Wyjechałam do Anglii, ale wróciłam do Polski, ale jednak to nie była ta sama Polska co rok temu. Kiedy wyjerzdżałam, nie było tego szału na siatkówkę, a teraz... Teraz gdzie się nie obejrzę to jakiś siatkarz, albo jego zapalona fanka. Wracam do mojego ukochanego piłkarskiego Krakowa, a tu... Budują mi halę do siatkówki. Jadę obok Czyżyn i widzę jakie postępy są już w pracach. I kto na to przyjdze? No kto? Ja się pytam.
Od zawsze byłam zapaloną fanką piłki nożnej i urodzoną Wiślaczką, a siatkówki to ja nie znosiłam. Zawdzięczam to mojemu bratu, który grał w ten głupi sport. Był w tym całkiem niezły i chodziłam na każdy jego mecz. Miałam tedy 7, czy 8 lat. On 15. I kiedy jechał na mecz za granice, mieli wypadek. Kiedy mama odebrała telefon cała była zapłakana. Pocieszałam ją głaszcząc moimi jeszcze małymi rączkami i mówiłam, że wyjdzie z tego. Ona tylko na mnie popatrzyła i powiedziała:
-"Ale Aguś jego już nie ma."
Smutek, żal, niedowierzanie i cholerna wściekłość na cały świat, do Boga i nienawiść do siatkówki. Znienawidziłam ten sport w ciągu kilku sekund. To on zbabrał mi brata, a przynajmniej tak mi się wydawało i dalej mi się wydaje. Pomimo tylu lat pamiętam dokładnie twarz matki, jej płacz i mój krzyk na pogrzebie brata. Kochałam go nad życie, a durny sport i jeden wyjazd mi go zabrał. I wtedy poczułam, że piłka nożna to jedyny wyjątkowy sport.
Szybko dojechałam do ulicy Rejmonta. I znowu zobaczyłam ten piękny stadion na którym spędziłam większość czasu mojego dziciństwa. Oczywiście wyglądał ciut inaczej, ale po remoncie wygląda wręcz olśniewająco. ZAparkowałam samochód i udałam się do biór na górze budynu trybuny północnej i wyrobiłam kartę kibica. Lekko uśmiechnęłam się do zdjęcia i pobiegłam na dół kupić bilet na pierwszy mecz w sezonie. Pani z okienka uśmiechała się do mnie, a ja nie pozostawałam jej dłużna. Odebrałam bilet i mile podziękowałam. Wierzyłam bardzo mocno, że ten sezon będzie wyjątkowy i dla mnie i dla Wisły. Wierzyłam, że wróci ona na szczyt. Że zostanie mistrzem Polski.
Weszłam do mieszkania. Mama krzątałą się przy garnkach, a tata był jeszcze w pracy.
-Hej. - rzuciłam do niej i ściągnęłam kurtkę.
-Cześć. - powiedziała i ucałowała mnie w policzek kiedy nachyliłąm się nad nią. - Z tym wzroztem mogłabyś zostać siatkarką.
Popatrzyłam na nią surowym wzrokiem.
-Wiem, że za nim tęsknisz. - powiedziała.
Usiadła przy stole naprzeciwko mnie. Ujęła moje dłonie w swoje i lekko się uśmiechnęła.
-On zawsze chciał dla ciebie jak najlepie. - kontynuowała.
Czułam, że zaraz zacznę płakać. Zawsze była taka moje reakcja, kiedy mówiłam, albo ktoś inny o moim ukochanym braciszku.
-Minęło 13 lat. - powiedziała mama.
-Mówisz jakby nie obchodziło cię to, że jego nie ma. - zarzuciłam jej.
-Ale bardzo dobrze wiesz, że tak nie jest.
Pokiwałam głową. Uśmiechnęłam się lekko na znak, że jest już lepiej i udałam się do swojego pokoju. Wróciłam tydzień temu. Rodzice strasznie się cieszyli, że wróciłam z praktyk w prestiżowej Angielskiej firmie sportowej. A najbardziej swoją radość okazywała Paulina moja przyjaciółka. Umówiłyśmy się dzisiaj na kawę w kawiarni więc zaczęłam się szykować. Posinformowałam mamę, że nie wiem kiedy wrócę, bo pewnie przegadamy bardzo długi czas. Ona kiwnęła tylko głową. Zero zainteresowanie z jej strony. Dotarłam do krakowskiej kawiarni jako pierwsza. Kelner - bardzo przystojny - podał mi z promiennym uśmiechem kartę i po chwili powrócić po moje zamówienie.
-Poproszę kawę i sernik. - oddałam mu menu.
-Już się robi. - uśmiechnął się i już go nie było.
Po chili w szybę zapukała Paulina. Uśmiechnęłam się promiennie na jej widok. Chwilę później wisiała mi już na szyi. To dziwne, że przez tydzień nie miałyśmy dla siebie czasu. To naganne. Jesteśmy przecież najlepszymi przyjaciółkami, a nasza przyjaźń przetrała roczną próbę.
-Co tam u ciebie. - zaczęłą podekscytowana dziewczyna. - Opowiadaj.
-A dobrze. W Angli było cudownie, te zabytki, te widoki... - zamarzyłam sie.
-Chłopaki. - dokończyła za mnie Paulina.
Zaśmiałam się.
-Chłopaków to mamy ładnych w Polsce.
I wtedy podszedł z zamówieniem kelner i promiennie się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech, a Paulina zamówiła to samo co ja. Uradowany kelner odszedł, aby wrócić po chwili z jeszcze bardziej promiennym uśmiechem.
-A ty co robiłaś? - zapytałam kiedy zostałyśmy same.
Paulina odłożyła widelec na bok.
-Byłam na meczu. - uśmiechnęła się do mnie.
-Kto grał? - zapytałam i upiłam łyk kawy.
-Jastrzębski Węgiel i Skra Bełchatów.
O mało nie udławiłam się kawą. Zaczęłam gwałtownie kaszleć, a kelner od razu do mnie podbiegł i zaczął klepać po plecach. Podziękowałam mu z lekkim, wymuszonym uśmiechem.
-Gdzie byłaś? - zapytałam dość surowym głosem.
-W Bełchatowie na meczu... - powiedziała zawstydzona.
-Wiesz, że to był mecz siatkówki? - zapytałam takim tonem jakbym mówiła do głupiego.
Ona tylko pokiwała głową.
-Pięknie. NAwet ty mnie dobijasz. - oparłam się o krzesło.
-Aguś... - powiedziała niepewnie.
-Nie mów tak do mnie. - rzuciłam zła.
Czułam jakby wbiła mu nóż w plecy. Może i miałam obsesje na punkcie tego sportu, ale była ona uzasadniona wydarzeniami z mojego życia. Nie nawidziłam tego sportu, a ona bardzo dobrze o tym wiedziała.
-Aga. Przecież wiesz, że ja ją lubię.
Pokiwałam głową.
-A to co się wydarzyło 13 lat temu... - powiedziała, ale przerwała. - Musisz dalej żyć.
-Wiesz co. Lepiej idź kupić bilet na mecz Wisły, a nie wydawaj kasy na jakieś głupoty.
Wzięłam torębkę i czym prędzej wyszłam z lokalu trzaskając za sobą drzwiami.
Udałam się do parku. Sama nie wiem czemu. Usiadłam na jednej ławce i otarłam samotną łzę, która spływała mi po policzku. POdciągnęłam nosem i nerwowo zaczełam szukać chusteczki do nosa.
-Proszę.
Uniosłam wyżej wzrok. Przede mną stał dość wysoki mężczyzna z budyniowym uśmiechem. W ręce trzymał paczkę chusteczek, która była wyciągnięta w moim kierunku.
-Mogę się dosiąść? - zapytał łamanym Polskim.
Pokiwałam głową. On usiadł obok mnie i dał mi chusteczkę. Podziękowałam lekko się uśmiechając i wysmarkałam nos. Chłopak cały czas na mnie patrzył. Byłam tym lekko speszona.
-Nie przedstawiłem sie. - wypalił po chwili. - Aleks.
Podał mi rękę. Lekko ją uścisnęłam.
-Agnieszka.
-Ładnie. - skomentował.
-Dziękuje. - lekko speszona odwróciłam wzrok.
Chwilę milczeliśmy i było czuć, że nie jest to nam na ręke. Po chwili popatrzyliśmy na siebie w tym samym momęcie. Wybuchnęliśmy śmiechem.
-A więc Agnieszko. - zaczął łamiąc sobie język. - Mieszkasz tu?
Pokiwałam głową.
-Ale ty chyba nie. - uśmiechnęłam się i popatrzyłam na towarzysza.
-Jestem z Serbii. - powiedział.
-Rozumiem. Wycieczka?
-Można tak powiedzieć. - zaśmiał się.
Nie zdziwiło mnie to. Od zawsze do Krakowa przyjerzdżały wycieczki z zagranicy. Po krótkiej chwili podszedł do ławki, na której siedziałam z moim nowym znajomym jakiś chłopak. Zaczął coś mówić w obcym języku. Nic nie zrozumiałam, ale po chwili zorientowałam się, że to język mojego towarzysza. Aleks dość głośno się zaśmiał.
-Niestety muszę już iść. - powiedział tym razem do mnie. - Mam nadzieję, że do zobaczenia.
-Oby.
Obdarzyłam ich obu promiennym uśmiechem. Ten drugi powiedział coś po jakiemuś tam i po chwili zostałam zupełnie sama. Patrzyłam jak oddalają się coraz dalej, a po chwili zniknęli mi z pola widzenia.
 
----
Oto pierwsza część mam nadzieję, że się podoba :D