niedziela, 13 października 2013

Część Pierwsza

To samo miejsce co rok temu, ale jednak inne. Wyjechałam do Anglii, ale wróciłam do Polski, ale jednak to nie była ta sama Polska co rok temu. Kiedy wyjerzdżałam, nie było tego szału na siatkówkę, a teraz... Teraz gdzie się nie obejrzę to jakiś siatkarz, albo jego zapalona fanka. Wracam do mojego ukochanego piłkarskiego Krakowa, a tu... Budują mi halę do siatkówki. Jadę obok Czyżyn i widzę jakie postępy są już w pracach. I kto na to przyjdze? No kto? Ja się pytam.
Od zawsze byłam zapaloną fanką piłki nożnej i urodzoną Wiślaczką, a siatkówki to ja nie znosiłam. Zawdzięczam to mojemu bratu, który grał w ten głupi sport. Był w tym całkiem niezły i chodziłam na każdy jego mecz. Miałam tedy 7, czy 8 lat. On 15. I kiedy jechał na mecz za granice, mieli wypadek. Kiedy mama odebrała telefon cała była zapłakana. Pocieszałam ją głaszcząc moimi jeszcze małymi rączkami i mówiłam, że wyjdzie z tego. Ona tylko na mnie popatrzyła i powiedziała:
-"Ale Aguś jego już nie ma."
Smutek, żal, niedowierzanie i cholerna wściekłość na cały świat, do Boga i nienawiść do siatkówki. Znienawidziłam ten sport w ciągu kilku sekund. To on zbabrał mi brata, a przynajmniej tak mi się wydawało i dalej mi się wydaje. Pomimo tylu lat pamiętam dokładnie twarz matki, jej płacz i mój krzyk na pogrzebie brata. Kochałam go nad życie, a durny sport i jeden wyjazd mi go zabrał. I wtedy poczułam, że piłka nożna to jedyny wyjątkowy sport.
Szybko dojechałam do ulicy Rejmonta. I znowu zobaczyłam ten piękny stadion na którym spędziłam większość czasu mojego dziciństwa. Oczywiście wyglądał ciut inaczej, ale po remoncie wygląda wręcz olśniewająco. ZAparkowałam samochód i udałam się do biór na górze budynu trybuny północnej i wyrobiłam kartę kibica. Lekko uśmiechnęłam się do zdjęcia i pobiegłam na dół kupić bilet na pierwszy mecz w sezonie. Pani z okienka uśmiechała się do mnie, a ja nie pozostawałam jej dłużna. Odebrałam bilet i mile podziękowałam. Wierzyłam bardzo mocno, że ten sezon będzie wyjątkowy i dla mnie i dla Wisły. Wierzyłam, że wróci ona na szczyt. Że zostanie mistrzem Polski.
Weszłam do mieszkania. Mama krzątałą się przy garnkach, a tata był jeszcze w pracy.
-Hej. - rzuciłam do niej i ściągnęłam kurtkę.
-Cześć. - powiedziała i ucałowała mnie w policzek kiedy nachyliłąm się nad nią. - Z tym wzroztem mogłabyś zostać siatkarką.
Popatrzyłam na nią surowym wzrokiem.
-Wiem, że za nim tęsknisz. - powiedziała.
Usiadła przy stole naprzeciwko mnie. Ujęła moje dłonie w swoje i lekko się uśmiechnęła.
-On zawsze chciał dla ciebie jak najlepie. - kontynuowała.
Czułam, że zaraz zacznę płakać. Zawsze była taka moje reakcja, kiedy mówiłam, albo ktoś inny o moim ukochanym braciszku.
-Minęło 13 lat. - powiedziała mama.
-Mówisz jakby nie obchodziło cię to, że jego nie ma. - zarzuciłam jej.
-Ale bardzo dobrze wiesz, że tak nie jest.
Pokiwałam głową. Uśmiechnęłam się lekko na znak, że jest już lepiej i udałam się do swojego pokoju. Wróciłam tydzień temu. Rodzice strasznie się cieszyli, że wróciłam z praktyk w prestiżowej Angielskiej firmie sportowej. A najbardziej swoją radość okazywała Paulina moja przyjaciółka. Umówiłyśmy się dzisiaj na kawę w kawiarni więc zaczęłam się szykować. Posinformowałam mamę, że nie wiem kiedy wrócę, bo pewnie przegadamy bardzo długi czas. Ona kiwnęła tylko głową. Zero zainteresowanie z jej strony. Dotarłam do krakowskiej kawiarni jako pierwsza. Kelner - bardzo przystojny - podał mi z promiennym uśmiechem kartę i po chwili powrócić po moje zamówienie.
-Poproszę kawę i sernik. - oddałam mu menu.
-Już się robi. - uśmiechnął się i już go nie było.
Po chili w szybę zapukała Paulina. Uśmiechnęłam się promiennie na jej widok. Chwilę później wisiała mi już na szyi. To dziwne, że przez tydzień nie miałyśmy dla siebie czasu. To naganne. Jesteśmy przecież najlepszymi przyjaciółkami, a nasza przyjaźń przetrała roczną próbę.
-Co tam u ciebie. - zaczęłą podekscytowana dziewczyna. - Opowiadaj.
-A dobrze. W Angli było cudownie, te zabytki, te widoki... - zamarzyłam sie.
-Chłopaki. - dokończyła za mnie Paulina.
Zaśmiałam się.
-Chłopaków to mamy ładnych w Polsce.
I wtedy podszedł z zamówieniem kelner i promiennie się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech, a Paulina zamówiła to samo co ja. Uradowany kelner odszedł, aby wrócić po chwili z jeszcze bardziej promiennym uśmiechem.
-A ty co robiłaś? - zapytałam kiedy zostałyśmy same.
Paulina odłożyła widelec na bok.
-Byłam na meczu. - uśmiechnęła się do mnie.
-Kto grał? - zapytałam i upiłam łyk kawy.
-Jastrzębski Węgiel i Skra Bełchatów.
O mało nie udławiłam się kawą. Zaczęłam gwałtownie kaszleć, a kelner od razu do mnie podbiegł i zaczął klepać po plecach. Podziękowałam mu z lekkim, wymuszonym uśmiechem.
-Gdzie byłaś? - zapytałam dość surowym głosem.
-W Bełchatowie na meczu... - powiedziała zawstydzona.
-Wiesz, że to był mecz siatkówki? - zapytałam takim tonem jakbym mówiła do głupiego.
Ona tylko pokiwała głową.
-Pięknie. NAwet ty mnie dobijasz. - oparłam się o krzesło.
-Aguś... - powiedziała niepewnie.
-Nie mów tak do mnie. - rzuciłam zła.
Czułam jakby wbiła mu nóż w plecy. Może i miałam obsesje na punkcie tego sportu, ale była ona uzasadniona wydarzeniami z mojego życia. Nie nawidziłam tego sportu, a ona bardzo dobrze o tym wiedziała.
-Aga. Przecież wiesz, że ja ją lubię.
Pokiwałam głową.
-A to co się wydarzyło 13 lat temu... - powiedziała, ale przerwała. - Musisz dalej żyć.
-Wiesz co. Lepiej idź kupić bilet na mecz Wisły, a nie wydawaj kasy na jakieś głupoty.
Wzięłam torębkę i czym prędzej wyszłam z lokalu trzaskając za sobą drzwiami.
Udałam się do parku. Sama nie wiem czemu. Usiadłam na jednej ławce i otarłam samotną łzę, która spływała mi po policzku. POdciągnęłam nosem i nerwowo zaczełam szukać chusteczki do nosa.
-Proszę.
Uniosłam wyżej wzrok. Przede mną stał dość wysoki mężczyzna z budyniowym uśmiechem. W ręce trzymał paczkę chusteczek, która była wyciągnięta w moim kierunku.
-Mogę się dosiąść? - zapytał łamanym Polskim.
Pokiwałam głową. On usiadł obok mnie i dał mi chusteczkę. Podziękowałam lekko się uśmiechając i wysmarkałam nos. Chłopak cały czas na mnie patrzył. Byłam tym lekko speszona.
-Nie przedstawiłem sie. - wypalił po chwili. - Aleks.
Podał mi rękę. Lekko ją uścisnęłam.
-Agnieszka.
-Ładnie. - skomentował.
-Dziękuje. - lekko speszona odwróciłam wzrok.
Chwilę milczeliśmy i było czuć, że nie jest to nam na ręke. Po chwili popatrzyliśmy na siebie w tym samym momęcie. Wybuchnęliśmy śmiechem.
-A więc Agnieszko. - zaczął łamiąc sobie język. - Mieszkasz tu?
Pokiwałam głową.
-Ale ty chyba nie. - uśmiechnęłam się i popatrzyłam na towarzysza.
-Jestem z Serbii. - powiedział.
-Rozumiem. Wycieczka?
-Można tak powiedzieć. - zaśmiał się.
Nie zdziwiło mnie to. Od zawsze do Krakowa przyjerzdżały wycieczki z zagranicy. Po krótkiej chwili podszedł do ławki, na której siedziałam z moim nowym znajomym jakiś chłopak. Zaczął coś mówić w obcym języku. Nic nie zrozumiałam, ale po chwili zorientowałam się, że to język mojego towarzysza. Aleks dość głośno się zaśmiał.
-Niestety muszę już iść. - powiedział tym razem do mnie. - Mam nadzieję, że do zobaczenia.
-Oby.
Obdarzyłam ich obu promiennym uśmiechem. Ten drugi powiedział coś po jakiemuś tam i po chwili zostałam zupełnie sama. Patrzyłam jak oddalają się coraz dalej, a po chwili zniknęli mi z pola widzenia.
 
----
Oto pierwsza część mam nadzieję, że się podoba :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz