Minęło kilka spokojnych dni. A mianowicie dwa tygodnie. Pogodziłam się z Pauliną. Nie przyszło mi to łatwo, ponieważ dalej uważam, że mnie zdradziła. I to dość boleśnie. Mama uważa, że za mocno to przeżywam. Przecież nie mogę całe życie być zła na sport tylko i wyłącznie za to, że mój brat zginął w wypadku jadąc na mecz. Byłam trochę na nią wściekła, ale zrozumiałam swoje zachowanie. Może to dlatego uległam Paulinie i ku jej radości zgodziłam się pojechać z niąa do Bełchatowa na pierwszy mecz PlusLigi. W co ja się wpakowałam?! No heloł. Z Aleksem gadałam każdego dnia i to po kilka godzin. Zaprzyjaźniliśmy się. Zaprosiłam go na mecz Wisły. Przyjechał do mnie specjalnie z Bełchatowa. Mieszka tam od jakiegoś czasu.
Staliśmy przed ladą w sklepie kibica. Alek nie mógł się zdecydować jaką powinen wybrać koszulkę. Popatrzyłam na niego z wyrzutem, ale on bezczelnie się zaśmiał.
-Weź tą. - wskazałam palcem. - A do tego szalik z Wiernością.
Popatrzył na mnie pytająco, a ja pokiwałam na zachęte głową. Podszedł bliżej, ale nie za blisko i uprzejmie poprosił o to, co mu wybrałam. Z uśmiechem wyszliśmy ze sklepu. Stanęliśmy przed bramkami trybuny północnej. Poprosiłam, żeby rozpakował koszulkę.
-I co mam z nią zrobić? - zapytał.
-Ubrać? - tym razem to ja zadałam mu pytanie.
Z racji, że było trochę zimno, ubrał ją na dres tak jak ja. Szalik owinęłam mu wokół szyi. Uśmiechnęłam się do niego i zachęciłam do wejścia na stadion. Było jeszcze sporo czasu, ale chciałam zając dobre miejsca. Oczywiście nie przyszłam sobie tu posiedzieć, tylko pokibicować, ale trzeba też mieć dobry widok na bramkę swoją i przeciwnika. Na telebimie nie jest tak samo. I w telewizji również. Trzeba to przeżyć na własnej skórze. Przyłożyłam kartę do czytnika i przeszłam przez bramkę. Podeszłam do jednek z pań i odwróciłam się do niej tyłem rozkłądając ręce i nogi. Obok mnie pojawił się Alek. Jeden z panów zaczął go sprawdzać. Podziękowali nam i weszliśmy do środka. Ludzie powoli zaczęli się zbierać.
-Zadzwonie do Pauliny. - powiedziałam do Serba.
-Ok. - odpowiedział z uśmiechem.
Odeszłam trochę dalej i wybrałam numer. Czekałam kilka sygnałów, aż księżniczka Paulina raczy odebrać swój telefon. W końcu po to go ma.
-No hej! - powiedziałam radośnie. - Gdzie jesteś?
-Aguś, nie dam rady przyjść. Mam gorączke. - powiedziała i dla lepszego efektu kichnęła do słuchawki.
-Wierze ci. - powiedziałam trochę smutna. - Szkoda. Zapowiadał się ciekawy mecz.
-Bardzo cię przepraszam, ale wiesz jak jest.
-Innym razem.
-Pa!
Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni. Obok mnie pojawił się mój dzisiejszy towarzysz. W ręce trzymał dwa kubki z colą.
-Dla ciebie. - powiedział uśmiechnięty.
-Dziękuje. - odberałam swój kubeczek. - Wchodzimy?
-Pewnie.
Podeszliśmy do chłopaków stojących w drzwiach. Pogrzebałam trochę w kieszeniach i wrzuciłam 20 złotych. Alek popatrzył na mnie pytająco i kiedy trochę odeszliśmy to wytłumaczyłam mu, że to na oprawy. Promiennie się uśmiechnął. Wyszliśmy po schodach i moim oczom ukazała się idealnie równa murawa stadionu, na którym się wychowałam. Rok na to czekałam. Aby znowu poczuć te emocje, tą radość kibiców. Aleks miał oczy wielkości pięcio złotówek. Wiedziałam, że bardzo mu się to spodobało.
-Witaj w moim świecie. - powiedziałam z uśmiechem.
Obdarzył mnie tym samym. Wybraliśmy miejsce kierując się widokiem i przygotowywaliśmy się do meczu. Opowiedziałam mu w wielkim skrócie o moich pierwszych meczach. No tak niby skrót, a nawijałam z dobre 15 minut. Przerywałam oczywiście na napicie się. Widać było, że chłopakowi bardzo się to podoba. Po chwili zobaczyłam w wejściu Konstantina i bardzo się tym widokiem zdziwiłam. POpatrzyłam pytająco na Alka.
-Nie chciał zostać sam w hotelu. - powiedział ze skwaszoną miną.
Zaśmiałam się dość głośno.
-Nic nie szkodzi. Im nas więcej tym weselej. - skomentowałam.
W tym czasie Kostek zorientował się gdzie siedzimy i do nas pomachał. On też przyjechał z nim z Bełchatowa? Na to wyglądało. Przyjaciele w każdym calu.
-Witam. - powiedział Kostek i pocałował mnie w policzek.
-Cześć. - uśmiechnęłam się.
Usiadł pomiędzy nami wypychając Alka na miejsce obok. Rozłożył się wygodnie o ile to było możliwe.
-O masz cole. - powiedział do przyjaciela.
Upił mi dość sporo. Aleks nie był z tego powodu dość zadowolony. I w tym momęcie zaczęły się gwizdy. Popatrzyłam na boisko. Drużyna przeciwna rozpoczynąła rozgrzewkę. Wstałam i zaczęłam gwizdać razem z resztą krakowskich kibiców. Chłopaki zrobili bardzo szybko to samo co ja. I zaczęło się śpiewanie przyśpiewek. Obaj Serbowie stali jak wryci, kiedy ja śpiewałam i czasami ostro zaklnęłam. Cupko się tym nie przejmował, tylko dalej popijał alkową cole. I zaczął się mecz. Trybuny C prawie zapełnione do ostatniego miejsca. Skakałam, śpiewałam i darłam się do upadłego. Pod koniec pierwszej połowy dołączyli się także moi towarzysze i zaczęli podśpiewywać pod nosem. Cupko nawet zaczął się drzeć mówiąc coś po Serbsku. Moim zdaniem chodziło mu o sędziego, który moim i jego pewnie zdaniem też, nie powinien podyktować rzutu wolnego. Na przerwie Cupko musiał polecieć do łazienki. Pewnie to zasługa tej coli wypitej Aleksowi. Serb przesiadł się na krzesełko obok mnie.
-Przepraszam za niego. - powiedział widocznie skruszony.
-Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się. - Nawet miły jest.
-Szalony. - zasmiał się. - Ale i tak go lubie.
-Nie dziwie się. - popatrzyłam na niego. - I jak ci się podoba?
-Jest genialnie. Lepiej niż na meczach s... - przerwał.
-Na meczach...? - zachęciłam go do dokończenia myśli.
-Na innych meczach chciałem powiedzieć. - poprawił się nerwowo na krzesełku.
Popatrzyłam na murawę. Zaczynały się jakieś konkursy. Kilka minut później wrócił Cupko cały zdyszany.
-Potwory cię goniły? - zapytał Alek.
-Gorzej. - powiedział i usiadł. - Zgubiłem się.
Zaśmiałam się z niego cicho. Biedny Kostek.
-To bardzo poważna rzecz. - powiedział do mnie.
-BArdzo. - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
No i zaczęła się druga połowa. Jeszcze więcej emocji, skakania, śpiewania i dopingowania Wiślaków. A na koniec po raz drugi odśpiewany hymn i kilka razy "Tak się bawią ludzie...". Mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla nas oczywiście. Z uśmiechem na ustach opuszczaliśmy stadion. Cupko podśpiewywał sobie jedną z przyśpiewek.
-Co ci tak wesoło? - zapytałam chłopaka.
-Bo bardzo fajnie się bawiłem. - odpowiedział.
Uśmiechnęłam się i ruszyłam przed siebie. Ta część krakowa była zalana ludźmi ubranymi na czerwono. Aż mi się ciepło na serduchu robiło. Tyle ludzi zjednoczonych ze sobą dzięki piłce i dwóm bramkom.
-Zjemy coś? - zaproponował nagle Alek.
-PEwnie. - powiedział Kostek. - Ja stawiam.
Uśmiechnęłam się do nich promiennie. Oni to dopiero mieli pomysły.
___
Przepraszam, że nie dodawałam, ale miałam dużo nauki. Mam nadzieję, że się podoba. I od razu mówię, że nie wiem kiedy dodam następny. Na drugim blogu postaram się dodać w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz